Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Indyjskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Indyjskie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 kwietnia 2014

Six Photo Coffee Kick - wafelnik



Przytyłem od tej tabaki. Serio. Zaraz się dowiecie dlaczego.

Szukając dobrej tabaki kawowej przypomniało mi się o Coffee Kick - bezwiednie wpisałem nazwę w Google dopisując "tabaka sklep", nie mając jednak zbytniej nadziei na znalezienie jej w sklepie krajowym. Spotkała mnie jednak miła niespodzianka - tabaka dostępna była w hurtowni Synchro. Cena dość spora, bo 31 złotych, a do kompletu zakupiłem jeszcze trzy Swishery. Zapłaciłem i przyszło mi już tylko czekać na dostawę.

Puszka prawie w stylu tych od Samuela Gawitha - prawie, bo jest nieco mniejsza. O ile średnica jest identyczna, tak wysokością sięga zaledwie do wieczka standardowej 25 gramowej puszki SG. Kolor puszki także odmienny - jasnozłoty. Dość dziwnym rozwiązaniem jest uszczelka doczepiona po obwodzie puszki, bardzo kiepskiej jakości - mi trafiła się postrzępiona i jej kawałki musiałem wydłubywać z tabaki. Mój egzemplarz nie był też próżniowo zamknięty, wieczko bardzo łatwo schodziło od pierwszego otwarcia (aż za łatwo), a puszka była dość mocno porysowana. 

Co ciekawe, mimo że puszka jest mniejsza od puszki SG, napisane jest że mieści ona 30 gram tabaki - a więc o pięć gram więcej niż puszki Samuela. 

I skłonny jestem w to uwierzyć, bo tabaka jest bardzo zbita - jak na indyjską tabakę przystało. Wilgotnością można ją porównać do produktów Pöschla, jednakże zmielenie jest nieco drobniejsze co razem tworzy wrażenie "zbicia". Jest ogromny plus takiego stanu rzeczy - gdy ubędzie nam nieco tabaki wystarczy wstrząsnąć opakowaniem by znów mieć jej wizualnie taką samą ilość. Samouzupełnianie zawartości, mimo że pozorne, potrafi bardzo poprawić humor.

Tak więc nabieram wieczkiem, na którym są resztki kleju i ślad palców, nieco tabaki - bynajmniej szczyptę, bo po co mi szczypta, skoro mogę usypać kopczyk? Sam aromat czuć było już od paru minut, ba, jeszcze przed otwarciem puszki. Wystarczy, że Coffee Kick leży obok mnie na biurku bym ją czuł. Zażycie jest bardzo proste, tabaka nie jest pylista dzięki dużej wilgotności, choć lubi wraz z branym przez nos podmuchem powietrza uderzyć w tylną ściankę gardła. A jeszcze bardziej lubi trzepnąć w potylicę i niczym ogr wyciskać białko z oczu. 

I co ja czuję! Czuję coś pięknego. Czuję aromat palonej kawy przyrządzonej w ekspresie ciśnieniowym. I choć zdaję sobie sprawę, że kawa kawie nierówna, to zdecydowanie bliżej tu do aromatu kawy z ekspresu ciśnieniowego niż do kawy sypanej bądź rozpuszczalnej. Brakuje tu tego dziwnego orzechowego posmaku znanego z Grado - i bardzo dobrze! W zamian dostaliśmy pewną słodycz. Słodycz, którą można jasno i prosto zdefiniować - kakaowe Wafle Familijne od Jutrzenki. Teraz już wiecie czemu przytyłem przez tę tabakę i dlaczego sąsiedzi nie mogli ostatnio kupić kakaowych wafli w okolicznych sklepach.

Coffee Kick by połechtać nos, a kakaowe Familijne by zaspokoić kubki smakowe, bo ochota na nie jest po prostu nieodparta. Nie przesadzę, że na około dwa gramy tej tabaki przypadła jedna paczka tych wafli. Komponują się idealnie, perfekcyjnie uzupełniają i tworzą ciężką do opisania zmysłową harmonię. Dlatego tabaka ta powinna zwać się nie tylko Coffee Kick, ale mieć też podtytuł - Impact of Glucose. Lub wafelnik - wzorem herbatników zakąsanych do herbaty.

To najbardziej "europejska" z indyjskich tabak, a zarazem najlepsza indyjska z jakimi miałem do czynienia oraz jedna z najlepszych w ogóle.

Warto byłoby pomęczyć Pana Michała by wprowadził do swojej oferty tę tabakę. Nie pożałowałby ani on, ani my. Co najwyżej nasza linia. 

środa, 2 kwietnia 2014

Dholakia Swiss Chocolate - czekoladowa woda gazowana

Tabaka to używka cudowna z wielu względów - a jedną z jej największych zalet jest możliwość dowolnej interpretacji aromatów, które się składają na poszczególne modele. Nie istnieje tu żadna jedynie słuszna wizja, nie istnieje klucz odpowiedzi - jej odbiór jest sprawą całkowicie subiektywną. Z tej dowolności ochoczo korzystam, bo wiem, że nie podlega ona ocenie, a wobec mnie nie zostaną wyciągnięte żadne konsekwencje gdyby mój nos stanowczo nie zgadzał się z napisami na etykiecie. 




Bo na aromat tabaki wpływ ma wiele czynników - począwszy od składników użytych do jej produkcji, przez sposób jej przechowywania, czasu od otwarcia opakowania, daty produkcji i tygodni jakie od niej upłynęły, po nasz własny nastrój i atmosferę, jaką budujemy podczas zażycia. Mógłbym się rozwodzić nad sztuką łączenia poszczególnych rodzajów tabak z godziną jej zażycia, napojem pitym między jedną a drugą szczyptą i muzyką łechczącą nasze uszy w czasie, gdy tabaka robi to samo z naszym nosem - ale nie teraz. Bo w kontekście Swiss Chocolate - sztandarowego wyrobu indyjskiej Dholakii - potrzebny Wam będzie wstęp tylko do tego momentu, 

Pierwszy raz miałem z nią do czynienia trzy lata temu, gdy znajoma poczęstowała mnie nią w galerii handlowej, ot tak, w biegu - z tego doświadczenia pamiętam tylko tyle, że wybitnie mi Szwajcarska Czekolada nie podeszła. Nie podeszła mi na tyle, że nie skusiłem się na jej zakup przez te wszystkie lata do czasu, gdy przypadkiem ujrzałem ją na stoisku tytoniowym - pomyślałem, że warto spróbować raz jeszcze. Bo próbować zawsze warto! Cudowny proszek zażyłem z moją lubą na ławeczce w parku, pełen spokoju i radości - zarówno z obecności nowej tabaki jak i mojej Kamili - dzięki czemu zmysły moje były wyostrzone i bardziej skore do przychylnej oceny. Nasypałem nam po szczypcie w stylu "boxcar" - na kciuk oparty o palec wskazujący - i zażyliśmy mocno zmieloną, ale na szczęście nie pylistą, Dholakię. I cóż to było za odmienne doświadczenie od tego sprzed lat! W mych nozdrzach miast kwaśnogorzkiego posmaku zawitał aromat... czekoladowej wody gazowanej. Tak, dokładnie tego - gdyby ktoś wpadł kiedyś na pomysł stworzenia wody mineralnej z nutką czekolady, smakowałaby dokładnie tak samo. 

Dlaczego akurat gazowana? Gdy napijemy się napoju z bąbelkami bywa, że "uciekają" one przez nos. Zdarzyło się to chyba każdemu, ale mało kto zwraca uwagę na subtelny powiew, aromat bryzy, który temu towarzyszy. Dokładnie ten aromat miałem zaklęty w mojej czterogramowej tabakierce. Niestety, jej żywot skończył się jeszcze w tym samym tygodniu - ale czymże są cztery gramy wody w proszku, jeśli człowiek musi wypijać dziennie co najmniej dwa litry płynów? Widzimy więc wpływ otoczenia na smak zażywanej tabaki. I podejrzewam, że mój egzemplarz był trochę zakłamany - może przez niewłaściwe przechowywanie? Kto wie. 

Choć czekolady tam nie wyczułem, to na pewno skuszę się na większy i świeższy egzemplarz, gdy tylko będzie ku temu okazja.

3,5/5

niedziela, 10 listopada 2013

Zdjęcia

Za każdym razem gdy chcę kupić nowe tabaki zastanawiam się: "Którą wybrać? Skąd mam wiedzieć, że ta będzie w porządku, a tej z pewnością nie polubię?" Jednym z moich kryteriów jest często... wygląd tabaki. Z reguły nie przepadam za suchymi, pylistymi tabaki - niestety, w Google nie da się odnaleźć zdjęć wielu tabak. Pomyślałem więc, że miło będzie mieć miejsce, w którym można zobaczyć jak się tabaczka prezentuje, zanim ją kupimy. Kolor, zmielenie oraz wilgotność może nam dostarczyć wielu informacji na temat tabaki. Zdjęcia tabak możecie zobaczyć tutaj. Będą one systematycznie uzupełniane.
_______________________________________________

 Every time I'm about to make an order, I wonder: "Which snuff should I choose? How would I know this one is good, and that one I won't like?" One of my condition is always... snuff appearance. I usually do not enjoy dry snuff, but most of snuff photos are unable to find in Google. So I think it would be nice to have a thread, where we can upload particular snuff photos and see how does it look like before we buy it. Colour, grind, moist can give us a lot of information about snuff. Click here. More photos soon.